poniedziałek, 11 kwietnia 2016

"Ballada o drobnym karciarzu", Lawrence Osborne - recenzja

W świecie sztucznego, pozornego szczęścia, neonowych świateł, kiczowatych kasyn i ogólnodostępnych kobiet, „lord” Doyle czuje się jak ryba w wodzie. Dojrzały mężczyzna z haniebną przeszłością, przez którą nie może wrócić do własnego kraju, tutaj w chińskim Makau – stolicy hazardu, zdaje się odnaleźć swoje miejsce i poczucie godności. Wyrachowany, wyzbyty z wyższych emocji, uzależniony od gry w bakarata, cudownie wpisuje się w chory klimat miasta „głodnych duchów”. Zdaje się, że Doyle przekroczył już granicę, w której dla hazardzisty liczy się przede wszystkim wygrana. Dla niego wygrana to slogan, nic nieznaczący łut szczęścia. Doyle bowiem nie gra po to, aby wygrać, lecz po to, żeby w ogóle grać. Ten dreszczyk emocji, porównywalny tylko do adrenaliny związanej z jazdą na rollercoasterze, jest jego celem, gdy zasiada co wieczór przy jednym ze stołów do gry i poprzez materiał swoich żółtych „lordowskich” rękawiczek z czułością dotyka plastikowych kart. Co więcej, wydaje się, że przegrana jest dla niego bardziej satysfakcjonująca, niż wygrana. Kiedy bowiem do Doyla uśmiecha się szczęście, napełniając jego kieszenie gotówką, ten zdaje się chorować. Dolegliwości ustępują, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, gdy koło fortuny zmienia swój bieg i opróżnia do cna te same kieszenie. Nie sądźcie jednak, że złe samopoczucie jest tym, co mogłoby powstrzymać głównego bohatera przed grą w bakarata. To nie zdrowie, lecz uzależniająca gorączka gry jest tym, co napędza mężczyznę.

Los zdaje się wystawić na próbę dotychczasowy styl życia „lorda” Doyla. Poznając pewnego wieczoru młodą call girl, Dao-Ming, coś niespodziewanie ożywa w jego wnętrzu. To coś pcha go do zadawania pytań, o których istnieniu nie miał pojęcia. Czy powinien rzucić hazard i przejść na zasłużoną emeryturę? Czy szczęście, które odczuwa przy Dao-Ming, jest warte wyczekiwanego odpoczynku i spokojnego życia u jej boku? Doyle ucieka od tych pytań, lecz one, niczym niezrażone, wracają do niego ze zdwojoną siłą.


„Ballada o drobnym karciarzu” to napisana dobrym językiem powieść, zadająca pytania egzystencjalne. Wraz z Doylem, czytelnik musi odpowiedzieć sobie na owe. To historia nałogu, który potrafi wciągnąć, niczym ruchome piaski. To opowieść o tym, co mogłoby by się stać, gdyby odwaga okazała się silniejsza niż hazardowa „gorączka złota”. Kolejne rozdziały są wielką niewiadomą. Dzięki temu zabiegowi, wzrasta ciekawość czytelnika i podobnie jak „lord” Doyle nie zamierza odpuścić, dopóki nie odkryje tego, co skrywają kolejne karty powieści.


Za książkę dziękuję wydawnictwu "Znak Literanova".

czwartek, 7 kwietnia 2016

Ostatnia kropka ;)

Moi drodzy,

właśnie przed momentem skończyłam pisać kolejną książkę. Tę powieść pisało się mi bardzo dobrze. O czym jest ta książka? To opowieść o poszukiwaniu własnego miejsca na ziemi, zmaganiu się z własnymi lękami i bolesnymi doświadczeniami, oraz o miłości, dzięki której życie ma sens. 

Książka liczy dokładnie 74588 słów oraz 475756 znaków. Oczywiście, na chwilę obecną, ponieważ te liczby mogą ulec zmianie, gdy wprowadzę poprawki.

Co z tego wyniknie? Tego nigdy nie wiem. Poślę moją najmłodszą "córę" w świat i będę czekać. Jak wiecie, nadzieja nigdy mnie nie opuszcza ;) A tymczasem pozostawiam Wam zdjęcie-podpowiedź, abyście mogli bardziej domyślić się treści książki.


Miły widoczek, prawda? :)

Pozdrawiam Was wiosennie, Ania :)

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

"Before. Chroń mnie przed tym, czego pragnę", Anna Todd - recenzja

 „Before” to piąta część z serii „After”, napisanej przez Annę Todd. Historia opisana w „Before” to opowieść o miłości pomiędzy dwójką młodych studentów – Tessą i Hardinem, oscylująca wokół trudnych relacji głównych bohaterów.

Zanim przeczytałam tę książkę, kilka razy miałam okazję zapoznać się z literaturą „New Adult”. Nie jest to mój ulubiony gatunek literacki, a po zapoznaniu się z „Before” na pewno to się nie zmieni. Przykro mi, ale ta książka nie wzbudziła we mnie żadnych pozytywnych emocji. Uparcie szukałam atutów, które mogłabym wyłuszczyć w tej recenzji, ale bezskutecznie.

Zacznę od tego, że fabuła jest tak naiwna, jakby tę książkę pisała czternastoletnia dziewczyna. Schematycznie zarysowani bohaterowie – on jest zły i zbuntowany, ona cicha i niedoświadczona. Od początku wiadomo, jak potoczy się akcja w tej książce. Nie wiem, czy autorka naoglądała się za dużo komedii romantycznych, ale fabuła „Before” to stereotypowy scenariusz dla tego typu filmu. Chociaż, nie. W filmie przynajmniej akcja nie urywa się, od tak nagle i od tak sobie, nie występuje scena, która nie wiadomo skąd i po co się tam wzięła. W „Before” ten zabieg powtórzony został kilkukrotnie. To sprawiło, że nieraz gubiłam się w wątkach i nie wiedziałam dlaczego coś w ogóle się wydarzyło. Jak na powieść liczącą prawie 400 stron, dziwi takie zaniedbanie. Poza tym, czy naprawdę w powieści tego typu sceny łóżkowe muszą się przewijać praktycznie non stop? Czy aby „co za dużo, to niezdrowo?” Uwierzcie, kiedy powiem, że chwilami miałam odruchy wymiotne, gdy po raz kolejny na kartach powieści pojawiał się ulubiony temat autorki. Przykro mi, ponieważ tego typu uogólnienia sprowadzają miłość do poziomu fizyczności. Ta książka wręcz hołduje kłamstwu, jakie próbuje nam sprzedać nowoczesność, a więc, że miłość = seks.

Jeśli chodzi o stylistykę, woła o pomstę do nieba. Język, jakim posługuje się Todd jest, krótko mówiąc, bulwarowy. Ilość przekleństw, powtórzeń i komunałów zawartych w tej książce z łatwością zapełniłaby nie jedną uliczną ścianę w dowolnie wybranym mieście. Ja rozumiem, że tego typu literatura jest kierowana do młodego odbiorcy, ale czy to oznacza, że należy pisać tak, jakby nie znało się takich terminów jak „metafora”, „przenośnia” czy „porównanie”. Nie wiem, być może tutaj zawinił tłumacz, nie sama autorka, ale fakt pozostaje taki sam – język jest okropny. Nie sposób nie wspomnieć tu o koszmarnych powtórzeniach. Na przykład kilka razy dowiedziałam się, dlaczego Hardin nosi obcisłe spodnie, albo że ktoś lub coś jest według głównego bohatera „gorszego sortu”.


Jeżeli wszystkie powieści „New Adult” są podobne do „Before”, to chyba nie chcę już więcej sięgać po tego typu literaturę. Przykro mi, ale muszę powiedzieć stanowcze „nie” takiemu pisarstwu, które nie wnosi dosłownie nic w życie czytelnika. Nie rozumiem, jak to się stało, że seria „After” zdobyła tak ogromną popularność, najpierw w Sieci, a później poza nią. Przeraża mnie myśl, że oprócz wydanych już pięciu książek, ma powstać jeszcze trzy, mówiące w gruncie rzeczy zapewne o tym samym.  


Za książkę dziękuję wydawnictwu "Znak Literanova".