wtorek, 22 marca 2016

Moja inspiracja

Często słyszę pytanie: "Co Cię inspiruje?" Powiem szczerze, że nie potrafiłam do tej pory na nie jednoznacznie odpowiedzieć. 

Źródłem moich pomysłów jest wiele rzeczy. Ulubiona piosenka, lub taka, którą niedawno usłyszałam i przypadła mi do gustu. Krople deszczu wystukujące rytmiczne brzmienie na gładkiej powierzchni okna. Uśmiech nieznajomej osoby, gdy krążę po ulicach, jak zwykle ze zwieszoną głową. Niedawno przeczytana książka, krótkie motto, które utkwiło w pamięci. 

Jednak to tylko bodźce. One mogą sprawić, że zasiądę do klawiatury. Mimo to, nie sprawią, że zacznę pisać. Chcieć, a móc to dwie zupełnie różne kwestie i już nieraz boleśnie się o tym przekonałam. Do tego, by pisać, oprócz oczywistej determinacji i chęci, potrzebna jest owa tajemnicza substancja - inspiracja. 

Co zatem mnie inspiruje? To takie proste, a zarazem przez tyle lat szukałam tego mojego sekretnego składnika. Inspiruje mnie szczęście. Gdy jestem szczęśliwa, słowa wychodzą spod moich palców, niczym nieskrępowane. Nie potrafię pisać, gdy od środka dręczy mnie coś okropnego, drąży mnie niczym wstrętny robal jabłko. Lecz, jak od każdej reguły, tak i od tej istnieje wyjątek! Tylko wiersze pisze mi się lepiej, gdy na moje czoło opadają czarne chmury.

Ciekawa jestem, co Was inspiruje do działania?


Pozdrawiam Was wiosennie, Wasza Ania!

poniedziałek, 14 marca 2016

"Smakowita Ella", Ella Woodward - recenzja

Chcę Wam dziś przedstawić bardzo apetyczną książkę! „Smakowita Ella” to książka kucharska, ale taka, w której znajdziecie przepisy zarówno smaczne, jak i zdrowe.

Ella Woodward, była modelka, jakiś czas temu zachorowała na rzadką chorobę. Kolejne terapie i medykamenty nie dawały pozytywnych efektów, a wręcz wyniszczały jej organizm. Pewnego dnia, podbudowana historią innej chorej osoby i tego, w jaki sposób wyleczyła się ona ze swojego schorzenia, postanowiła zmienić całkowicie swoją dietę. Ella zaczęła stosować dietę wegańską. Choć sama nie lubi słowa „weganizm”, dla niej to po prostu zdrowe odżywianie, oparte na naturalnych składnikach. Jak szybko się okazało, nowy styl życia wpłynął pozytywnie na jej zdrowie. Dziś Ella jest już całkiem zdrowa i próbuje zarazić innych dietą, dzięki której nareszcie może cieszyć się życiem.

Jakie przepisy znajdziecie w tej książce? Przede wszystkim bardzo łatwe do przyrządzenia. Dania na bazie składników, używanych przez Ellę, nie są skomplikowane, a niektóre wręcz śmiesznie proste! Jeśli tak jak ja, uważaliście że dieta wegańska jest nudna, to po zapoznaniu się z przepisami Elli, na pewno zmienicie swoje zdanie. Szerokie spektrum dań, od dań głównych, poprzez przystawki, soki i desery, pozytywnie mnie zaskoczyło. Mało tego, dania te przyrządza się naprawdę szybko. Nie musicie więc spędzić w kuchni połowy dnia, aby przyrządzić coś smacznego, co nie tylko będzie smakować Wam, ale także Waszym bliskim.

Jeden przepis z tej książki zaciekawił mnie tak bardzo, że postanowiłam wypróbować go w praktyce. To przepis na domowe lody. Szczerze mówiąc nie jestem mistrzynią kuchni, a już szczególnie desery nie są moją najmocniejszą stroną. Zaryzykowałam jednak i powiem Wam, że kiedy spróbowałam tego, co wspólnie z mężem (zachęcam Was do wspólnego gotowania, to naprawdę świetna zabawa) przyrządziliśmy, już nigdy więcej nie chcę jeść innych lodów!

Dlaczego akurat ten przepis wzbudził moją największą ciekawość? Otóż, jest to przepis na jednoskładnikowe lody. Dokładnie tak. Bazą są same banany, można natomiast dodać inne owoce, aby uzyskać inny smak. Nie wierzyłam, że się uda. Jeszcze w trakcie mrożenia pokrojonych bananów, jak nakazuje przepis, z niechęcią podchodziłam do całego projektu. Jakie było moje zdziwienie, kiedy odkryłam, że bananowa masa zapewnia tak świetną, gęstą bazę, że zwyczajnie niepotrzebne są żadne inne składniki zagęszczające. Lody były naprawdę pyszne! Nadal są, bo z przepisu Elli wyszły mi aż dwa pełne pudełka zamarzniętej pysznej masy. Zrobiłam lody bananowe, oraz lody malinowe. Oto efekt mojej wspólnej pracy z mężem:


Podsumowując „Smakowita Ella” to niezwykła książka kucharska, zawierająca niesłychanie proste i smaczne przepisy. Jestem pewna, że jeszcze nie raz sięgnę do któregoś z przepisów i w trakcie wykonywania kolejnych dań będę odczuwać dużą radość i satysfakcję. To naprawdę świetne uczucie, kiedy wychodzi Ci coś smacznego, mimo tego, że nie posiadasz zbyt dużych umiejętności kulinarnych ;) Jednym zdaniem, polecam wszystkim!



Za książkę dziękuję wydawnictwu „Znak Literanova”.

środa, 2 marca 2016

"Tańczymy już tylko w Zaduszki. Reportaże z Ameryki Łacińskiej.", Maria Hawranek, Szymon Opryszek - recenzja

„Tańczymy już tylko w Zaduszki” to książka, której nie da się opisać w trzech słowach. Zupełnie tak, jak według autorów nie można opisać Ameryki Łacińskiej trzema przymiotnikami. Dwójka dziennikarzy podjęła próbę zerwania z obrazem „niebezpiecznego, egzotycznego, biednego rejonu świata” i udało im się to w stu procentach.

Przemierzając wspólnie z autorami kontynent Ameryki Południowej, zdobywamy wiedzę o tym nieznanym rejonie. Zaczynamy podróż od Kolumbii i regionu Antioquia, gdzie stykamy się z tajemniczą chorobą utraty pamięci przez jego mieszkańców, dziedziczonej genetycznie. Czy to zwyczajna choroba Alzheimera, czy może niespotykane fatum? Wraz z nimi odwiedzamy peruwiańskie kopalnie cennego kruszcu i dowiadujemy się, czym naprawdę jest „gorączka złota”. Poznajemy mieszkańców Nashiry, ekowioski położonej w Kolumbii, a zarządzanej i zamieszkałej przede wszystkim przez kobiety. Czy kiedykolwiek pomyślelibyśmy, że w odległej Ameryce Południowej, kojarzącej się często z tradycyjnym stylem życia, odnajdziemy kolonię opartą na regułach matriarchatu? Albo, że w Brazylii natkniemy się na sektę Santo Daime, łączącą w sobie kult bóstw kilku religii z zamiłowaniem do ayahuaski, rośliny psychoaktywnej.

W tej książce czeka nas tyle niespodzianek i nieodkrytych lądów, że szybko przestajemy utożsamiać ten region świata z biedą i „tą inną Ameryką”. Maria Hawranek i Szymon Opryszek spisali się na medal, zapuszczając się w miejsca, o których nigdy nie słyszeliśmy lub takich, o których wiedzieliśmy bardzo niewiele. Cechuje ich odwaga i pragnienie, aby własne przeżycia opisać jak najtrafniej i najbardziej wiarygodnie. Dodatkowo okrasili wszystko niezbędnymi danymi i faktami historycznymi, co sprawia, że lektura jest zarówno ciekawa, jak wciągająca. Wielkie brawa dla autorów za rzetelną i wspaniałą pracę! Sprawili, że z zaciekawieniem odkrywałam losy mieszkańców tego odległego kontynentu. Śmiało mogę powiedzieć, że „Tańczymy już tylko w Zaduszki” to reportaże przez duże „R”.


Zapewniam, że po przeczytaniu tej książki spojrzycie na Amerykę Łacińską z całkiem nowej perspektywy. To świat, w którym mieni tyle barw i tętni tak wiele dźwięków, że czytelnik zostaje w niego wessany i wcale nie ma ochoty go opuścić. 


Za książkę dziękuję wydawnictwu "Znak Literanova"