czwartek, 26 marca 2015

"W cieniu", A.S.A. Harrison - recenzja

Sięgając po tę książkę, byłam zafascynowana tym, co wedle recenzji miała mi do zaoferowania. Z czystym sumieniem muszę powiedzieć, że nie zawiodłam się i jej lektura podarowała mi nawet więcej, niż zakładałam.
„W cieniu” to opowieść o pozornym szczęściu i bezpieczeństwie, budowanych od lat przez parę niczym nie wyróżniających się osób – Jodi i Todda. Ich związek już od dawna nie jest tym, czym był niegdyś, ale wypracowana wspólnie stabilizacja trzyma ich ze sobą w ryzach, których żadne z nich nie potrafi i nie chce zerwać.
Jodi jest psychologiem, a jej poczucie szczęścia sprowadza się do dobrze uporządkowanego domostwa, lojalności wiernego psa oraz, co najważniejsze, poczuciu że jej partner należy tylko do niej. To nie jest tak, że żyje złudzeniami. Jodi wie, że Todd miewa kochanki, ale ta przymyka oko na jego skoki w bok, ponieważ wie, że żadna z tych kobiet nie jest w stanie zająć jej miejsca. Jodi zdaje się cieszyć to poczucie wyższości nad innymi, potencjalnymi rywalkami. Ona zwyczajnie wie, że żadna nie będzie w stanie zaoferować temu mężczyźnie tego, co Jodi daje mu na co dzień. Być może ich wspólne życie nie jest tak ekscytujące, jak na początku znajomości, ale to ona, Jodi Brett, którą wszyscy mylnie biorą za panią Jodi Gilbert, stanowi jego ostoję, której tajemnica tkwi w zachowaniu przez niego niezależności. Nie spodziewa się więc tego, że nastąpi taki dzień, kiedy spadnie z piedestału, a na jej miejscu pojawi się inna, młodsza i bardziej atrakcyjna. Do tego wszystkiego dochodzi kwestia, której Jodi nie jest w stanie ignorować. To problem zabezpieczenia finansowego, które od dwudziestu lat zapewnia jej Todd. Teraz to wszystko ma się skończyć, bo jej Todd ma zamiar ułożyć sobie życie z inną.
Todd jest odnoszącym sukcesy przedsiębiorcą, któremu koledzy zazdroszczą takiej żony, jaką jest Jodi – pięknej kobiety z klasą, szanującej jego poczucie niezależności. Ta suwerenność jest dla Todda wyznacznikiem jego sukcesu. Jednak, aby ciągle przeć naprzód Todd do życia potrzebuje środków stymulujących. I od tychże środków oczekuje, że dodadzą mu hartu ducha, który popchnie go do osiągania coraz śmielszych celów. Mężczyzna zrzuca odpowiedzialność za swoje życie na inne osoby. Zdaje się, że wszystko co dzieje się w jego życiu nie jest zależne od niego samego, ale popędzane lub wstrzymywane przez zewnętrzną siłę, która przybiera coraz to inne kształty i imiona. Todd łudzi się, że każda kolejno spotkana kobieta okaże się wróżką, która odmieni jego żywot i niepowodzenia.
Mimo, że ich wspólne życie obumiera, Jodi i Todd łączy więcej niż przypuszczają. Bolesne wspomnienia z dzieciństwa i fakt budowania emocjonalnego muru wokół siebie. Jednak każde z nich radzi sobie ze swoimi problemami na swój sposób. Ona zaciera i zakłamuje rzeczywistość, wierząc naiwnie w to, że jeśli stwierdziła, że coś nie miało miejsca, to faktycznie tak było. On natomiast uzewnętrznia się i w każdej napotkanej kobiecie szuka ciepłych ramion matki, którą kocha równie mocno, jak nienawidzi. Ona wierzy, że mimo wszystko jest ciągle jego muzą, kobietą która jako jedyna potrafi go wybawić z mroków jego przeszłości i zapewnić mu bezpieczeństwo, jakiego pragnie. Jednak ona nie wie, że jest jedynie jednym z czynników stymulujących jego chęć do życia i kiedy ten czynnik zdaje się nie zaspakajać jego emocjonalnych potrzeb, znajduje sobie nowy. On natomiast nie zdaje sobie sprawy z tego, że z biegiem lat dla niej coraz bardziej liczy się jej własny hermetyczny świat, w którym rządzą mieszkanie z pięknym widokiem na jezioro, oraz wspaniałe rzeczy wypełniające jej osobistą przestrzeń. Ona kocha tę twierdzę, twierdzę zbudowaną w znacznej części za jego fundusze, bardziej niż kocha jego samego. Więc w momencie, kiedy on chce jej to wszystko odebrać, ona musi się bronić. Przecież nie po to przez tyle lat była tak wyrozumiała wobec niego, żeby teraz jakaś małolata miała jej to wszystko odebrać. Nie dlatego troszczyła się o niego, aby teraz on mógł jej zabrać ten azyl – mieszkanie, w którym przez tyle lat czuła się szczęśliwa. Wobec tego musi powziąć jakieś kroki. W momencie, gdy jej umysł nie działa logicznie, jej jedyną opcją wydaje się pozbycie się go w ogóle, zanim ten zniszczy i odbierze jej to, co się jej zwyczajnie należy.

Ta książka wzbudziła we mnie dużo mieszanych uczuć. Przede wszystkim zaskoczyło mnie, że nie potrafię jednoznacznie opowiedzieć się po stronie jednego z bohaterów. Raz kibicowałam jej, żeby zemściła się na nim za niewierność, raz trzymałam kciuki za niego, aby w końcu wziął życie w swoje ręce. Raz nienawidziłam jej za małostkowość, a następnie brzydziła mnie jego dwulicowość i bezproblemowe prowadzenie podwójnego życia. Jedno wiem na pewno, „W cieniu” to powieść o nieszczęśliwych ludziach, którzy już zapomnieli, dlaczego są ze sobą. To typowy przykład związku, który trwa, mimo że fundamenty zostały już dawno zniszczone. Ciągle też nie mogę się pozbyć wrażenia, że zamieszczona w książce historia jest przykładem na to, że nie można zbudować szczęścia na cudzym dramacie.


Za książkę dziękuję wydawnictwu "Znak".

poniedziałek, 9 marca 2015

"Obietnica Łucji", Dorota Gąsiorowska - recenzja

            Jak długo można zmagać się z demonami przeszłości? Kiedy jest najlepszy moment, by w końcu powiedzieć sobie „dość” i zacząć iść przed siebie jasną, przejrzystą ścieżką? Na te pytania stara się odpowiedzieć „Obietnica Łucji” – książka, która zaczarowała mnie już od swojej pierwszej strony.
            Kiedyś usłyszałam taką opinię, że niemożliwe jest cierpieć aż tyle lat. Przecież w końcu trzeba otrzepać kurz bolesnych wspomnień, zalegających na człowieczych barkach. To prawda, że nie można być wiecznie nieszczęśliwym, ale kto ma prawo decydować za inną osobę, ile czasu zajmie jej, zanim się otrząśnie? Ludzie nieraz latami skrywają przed najbliższymi to, o czym sami woleliby zapomnieć. Ta książka mówi o cierpieniu, bolesnym ale potrzebnym zmaganiu się z przeszłością, ale również opowiada o miłości, tej prawdziwej, która może uleczyć wszelkie rany.
            Łucję, główną bohaterkę powieści, poznajemy w momencie, gdy decyduje się zostawić za sobą życie w dużym mieście, a udać się w nieznaną podróż do niewielkiej miejscowości o pięknej nazwie Różany Gaj. Czterdziestoletnia kobieta na pozór ma wszystko. A, jednak jej serce przypomina wielką czarną dziurę, drążoną przez lata przez bolesne wspomnienia. Kobieta niedawno rozwiodła się z mężem, z którym już od dawna jedynie mieszkała pod jednym dachem. Ich wspólna miłość zaczęła obumierać, gdy mimo wielkiego pragnienia kobiety, nie mogli doczekać się potomstwa. Kiedy po zaledwie trzech latach nauczania w szkole, postanowiła założyć własne biuro turystyczne, wydawało się, że oto spełniły się jej wszystkie marzenia, a ona mogła w końcu przelać swoją miłość i zaangażowanie na firmę, która okazała się prosperować nawet lepiej, niż na początku zakładała. Niestety, życie nie jest takie łatwe i jak się niebawem okazuje, Łucja z biegiem lat gorzknieje coraz bardziej, skrywając przed ludźmi swoje prawdziwe uczucia.
            Gdy kobieta podejmuje pracę nauczycielki historii w szkole na prowincji, nie ma pojęcia, że los zgotował jej więcej niespodzianek, niż kiedykolwiek mogłaby wymarzyć. To tutaj, w ciszy i spokoju małego miasteczka, jej serce zaczyna pomału odżywać. To właśnie w Różanym Gaju dojrzewa w niej powoli decyzja o zmierzeniu się z bolesną przeszłością, która tkwi w jej duszy, niczym ostry kolec najpiękniejszego na świecie kwiatu.
            Łucja, zafascynowana starym opuszczonym pałacem Kreiwetsów, zaczyna odkrywać historię tego miejsca. Nie może wiedzieć o tym, że to miejsce będzie miało dla niej o wiele większe znaczenie, niż ciekawostka turystyczna. Ale Łucję fascynuje nie tylko stary pałac, ale również drobna dziewczynka o bladej twarzy, która często spóźnia się na lekcje lub wcale nie przychodzi do szkoły. Od pani Matyldy, od której wynajmuje pokój, dowiaduje się, że matka dziewczynki jest śmiertelnie chora. Łucja, poruszona tą informacją nawiązuje bliższy kontakt z uczennicą, a w rezultacie także jej matką.
            Pewnego dnia, gdy kobieta przebywa w odwiedzinach u Ewy i jej córki Ani, chora kobieta prosi ją o to, by gdy ta już odejdzie z tego świata, odnalazła ojca dziewczynki. Łucja, mimo pewnych oporów przystaje na tę prośbę. Po śmierci Ewy, Łucja zostaje prawną opiekunką Ani, którą pokochała jak własną córkę, której nigdy nie miała.
            W międzyczasie w życiu kobiety pojawia się mężczyzna, którego ta od razu rozpoznaje ze zdjęcia, jakie Ewa pokazała jej tego dnia, gdy poprosiła ją o tak wielką przysługę. Uznany pianista, Tomasz jest ojcem dziewczynki, jednak Łucja nie potrafi mu wyjawić prawdy. Całą sprawę komplikuje bowiem fakt, że mężczyzna spotyka się z zimną i wyniosłą Adelą, artystką tworzącą plakaty. Łucja boi się, że Adela nie zaakceptuje Ani i nie pokocha jej tak, jak dziewczynka na to zasługuje. Nie bez znaczenia jest też fakt, że kobieta zaczyna żywić do Tomasza prawdziwe uczucie, z którym coraz trudniej jej walczyć.
            Czy Łucja wyjawi Tomaszowi prawdę? Czy będzie potrafiła pogrzebać przeszłość, aby zrobić miejsce przyszłości?

            „Obietnica Łucji” – książka, którą warto przeczytać, aby uwierzyć, że zawsze można zacząć wszystko od początku, jeśli tylko otworzymy się na to, co przygotowało dla nas życie.


Za książkę dziękuję wydawnictwu Znak.

Coś nowego

Moi mili, 

co jakiś czas na tym blogu będą się pojawiały napisane przeze mnie recenzje książek. Mam na swoim koncie kilka napisanych recenzji, ale szczerze mówiąc jest to dla mnie nowość, więc proszę Was o wyrozumiałość :)

Ania :)

czwartek, 5 marca 2015

Raz na wozie, a raz pod...

Kochani,

dzisiaj otrzymałam smutną wiadomość, że to wydawnictwo, dla którego poprawiałam książkę zdecydowało, że jej nie wyda. Powodem były podobno negatywne opinie kilku koneserek literatury kobiecej. Wydawnictwo się przestraszyło, że książka może się nie sprzedać. 

Jest mi przykro, ale w końcu się podniosę.
Mam nadzieję, że nie przestanę w siebie wierzyć, mimo tego, że ktoś przestał wierzyć we mnie.

Pozdrawiam Was,

Ania.