środa, 24 grudnia 2014

Wesołych Świąt! :)

Kochani,

z okazji Świąt Bożego Narodzenia życzę Wam wszystkiego najcudowniejszego, najpiękniejszego i najbardziej magicznego! Niech te Święta sprawią, że miłość bliskich doda Wam otuchy i siły w zmaganiu się z codziennymi troskami. A Nowy Rok 2015 przyniesie Wam same sukcesy i szczęście!

PS: Dziękuję każdej osobie, która w tym minionym roku przeczytała moją debiutancką powieść. Dziękuję, że poświęciliście swój czas, aby zapoznać się z Elżbietą, Judytą i Kariną. 

Z wdzięcznością, 
Ania :)


piątek, 5 grudnia 2014

Poprawki poprawek ;)

Kochani,

po przesłaniu poprawionego tekstu do wydawnictwa, otrzymałam bardzo pozytywną informację. Wszystko wskazuje na to, że książka zostanie wydana :)

Okazało się, że muszę jeszcze wprowadzić parę poprawek. Jednak to dobrze, bo to oznacza, że wszystkim zależy na tym, aby efekt był jak najlepszy :) Dlatego też nie mówiąc już nic więcej, zabieram się do pracy!
Poniżej zamieszczam zdjęcie mojego biurka, żebyście wiedzieli, że nie oszukuję i że wcale się nie obijam :D Proszę bardzo:


Pozdrawiam, 
Ania :)

niedziela, 23 listopada 2014

Poprawki dobiegły końca :)

Drodzy,

Właśnie przed momentem zakończyłam poprawiać moją książkę, o której wspominałam Wam w poprzedniej notce. Było to dosyć ciekawe, acz żmudne przeżycie. Trochę jak cerowanie starych, podartych ubrań, lub łatanie dziur w dętce rowerowej ;) Ale koniec końców udało się! A muszę powiedzieć, że nie było to łatwe przedsięwzięcie, tym bardziej że ostatnio nie narzekam na nadmiar wolnego czasu. 
Mimo tego, cieszę się, że wydawnictwo, dla którego wprowadzałam te wszystkie poprawki, postawiło mi tenże warunek. Teraz jest to zupełnie inna książka. Raduje mnie efekt, sądzę że wyszło całkiem nieźle.

No, ale jak wyszło faktycznie, dowiem się pewnie niebawem, kiedy otrzymam odpowiedź od redakcji. Mam nadzieję, że nadal będą zainteresowani moim projektem. Tymczasem powracam do pisania drugiej części dreszczowca, bo pracę nad nim musiałam na ten czas odłożyć. To moja wada: tak jak nie potrafię czytać dwóch książek jednocześnie, tak nie umiem pracować nad dwoma tekstami w tym samym czasie... Też tak macie? ;)

Pozdrawiam Was serdecznie!

Ubierajcie się ciepło w te mroźne, prawie zimowe dni!

Ania :)

wtorek, 23 września 2014

Kilka jesiennych słów

Witajcie.

Ostatnio chodzi mi po głowie taka natrętna myśl, że być może to moje całe bazgrolenie wcale nie ma sensu. Albowiem, dostaję parę propozycji wydawniczych, lecz prawie żadnej z nich nie jestem w stanie urzeczywistnić. Oprócz jednej - to dobra wiadomość dla mnie i dla tych, którzy mi kibicują i we mnie wierzą. Obecnie jestem na etapie poprawiania książki, którą napisałam, jako pierwszą, dla jednego z wydawnictw. Jest to komedia romantyczna. Powiem szczerze, na razie idzie mi tak sobie, ale jestem dobrej myśli :) Mam nadzieję, że już niebawem moja druga powieść ujrzy światło dzienne. 

Wracając do tych innych propozycji, muszę powiedzieć, że jest mi przykro, że nie mogę z nich skorzystać. Gdybym była w stanie to uczynić, zapewne w niedługim czasie więcej pozycji mojego autorstwa trafiłoby pod księgarniane strzechy. Dlatego tak zamarudziłam na wstępie tego posta, że być może to wszystko "nie ma sensu". Ale tak sobie myślę, czy na pewno musi mieć to sens? Ponieważ "to", czyli pisanie jest czynnością, która uszczęśliwia mnie od początku do końca. Dlatego piszę. 

Bądźcie ze mną, a ja obiecuję, że już niedługo będę z Wami z powrotem.

Z nadzieją na lepszy czas,
A.



piątek, 18 lipca 2014

Wyniki konkursu :)

Moi mili!

Bardzo dziękuję za wszystkie Wasze odpowiedzi, zarówno tutaj na blogu, jak i na fb. Wszystkie były naprawdę wspaniałe :) Po wielu przemyśleniach, nagrody trafiają do:


Patrycji Zadora, która napisała:


Jak śpiewa zespół happysad: "Miłość to nie pluszowy miś ani kwiaty. To też nie diabeł rogaty. Ani miłość kiedy jedno płacze a drugie po nim skacze. Miłość to żaden film w żadnym kinie ani róże ani całusy małe, duże. Ale miłość - kiedy jedno spada w dół, drugie ciągnie je ku górze." Myślę,że jest to ciekawa i inspirująca próba definicji. Miłość nie jest samą słodyczą, samymi wzlotami czy niekończącą się wiosną (choć oczywiście każdy chciałby, aby tak właśnie było). Życie niesie ze sobą wiele prób, doświadczeń,przeszkód, które często mogą nas złamać. Nie dzieje się tak jednak, gdy mamy obok siebie kogoś do kochania i gdy ten ktoś kocha nas. Każdy problem wydaje się o połowę mniejszy, gdy wiemy,że ten nasz ktoś nas wspiera, jest dla nas oparciem, doda otuchy, obroni przed złem świata, kiedy trzeba-zmobilizuje do działania, kiedy indziej-przyniesie nam w kubku kakao i po prostu przytuli nie pytając o nic. Miłość jest zrozumieniem bez konieczności wypowiadania słów, troszczeniem się o siebie, umiejętnością pójścia na kompromis, zastanawianiem się co nasza druga połówka w danej chwili robi i czy też spodobałaby jej się ta nowa piosenka usłyszana przypadkiem w radiu. Miłość to niepoddawanie się w razie kryzysu, ale walka o siebie nawzajem, chęć zrezygnowania z własnych interesów dla dobra drugiej osoby, to zasypianie i budzenie się z myślą o tym,aby nasze szczęście też spokojnie spędziło noc i miało wspaniały dzień. Miłość to także fizyczność, trzymanie się za ręce i pierwsze motyle w brzuchu, romantyczne pocałunki, poczucie bezpieczeństwa w ramionach ukochanej osoby, zapach jej skóry. Miłość to lek na wszystko-lek bez recepty, choć czasem trzeba postać w kolejce, by nadeszła na nas pora. 


Tomka Bolach, który napisał:


 Słowo miłość oznacza dla mnie...
... uczucie zakłopotania obojga przy poznaniu, lekką niepewność przy pierwszych słowach,
... stres dziewczyny, godziny dobierania ciuchów przed pierwszym spotkaniem,
... motylki w brzuchu towarzyszące pierwszemu pocałunkowi,
... piękny czas wzajemnego poznawania się przez pierwsze miesiące,
... rozkwit miłości przez pierwsze lata,
... przypieczętowanie jej przysięgą małżeńską, obrączką i najpiękniejszą uroczystością w swoim życiu,
... długie lata spędzone razem w szczęściu i nieszczęściu, w zdrowiu i chorobie, wspólnie rozwiązywane problemy, troski, zmartwienia,
... narodziny potomstwa, czas, w którym powstają wymierne owoce dwojga ludzi, wspólne wychowywanie dzieci na wspaniałych ludzi,
... dorosłość dzieci, starość dwójki nadal kochających się ludzi, dla których nigdy nie liczył się już nikt inny, całe życie oddani byli wyłącznie sobie, dzieciom i rodzinie.
Tym właśnie jest dla mnie prawdziwa miłość.


Grzegorza Sękala, który napisał:


 Miłosc dla mnie ...

Dla mnie miłosc to nauka , codziennie doświadczamy nowych uczuć czasem to fascynacja ,czasem rozczaraowanie , smutek i wiele innych które powielają się. Czasem droga do znalezienie tak owej miłosci jest bardzo kręta , z wieloma przeszkodami , a czasem jest fikcją . Moją nauką jest moją kochana żona , która każdego dnia sprawia że na mojej twarzy pojawia sie usmiech jest dla mnie oparciem w cięzkich chwilach , w tak trudnych czasach jakich dzis zyjemy , nadaje sens mojemu życiu . Miłosc to zaufanie podzielanie pasji , otwarcie sie na nowe doznania jakie niesie życie z bliską osoba ,to wspólna walka z ludzkimi słabościami , to kompas który wskaże kierunek , pomocna dłoń . Ludzie oddają życie za swoje poglądy , idee , Ja wiem że swoje życie oddałbym dla swej żony , można mnieć pieniądze , rzeczy materialne , władze ale prawdziwej miłosci nie da sie kupic.


PS: Pana Tomka oraz Pana Grzegorza bardzo proszę o podanie swoich adresów e-mail, abym mogła się z nimi skontaktować w sprawie wysyłki :)

Pozdrówki, Ania! :)

poniedziałek, 7 lipca 2014

Wakacyjny konkurs :)

Kochani,

wakacje w pełni, a ja z tej okazji chciałabym zachęcić Was bardzo serdecznie do wzięcia udziału w konkursie, w którym do wygrania są trzy egzemplarze "Całkiem dobrej książki o miłości" wraz z oryginalną zakładką, promującą moją pierwszą wydaną powieść oraz miłą dedykacją :)


Jeśli chcecie wziąć udział w tym wakacyjnym konkursie, wystarczy że w paru zdaniach rozwiniecie myśl: "Słowo miłość oznacza dla mnie..." 

Swoje odpowiedzi pozostawiajcie poniżej w komentarzach lub wyślijcie wiadomość na oficjalny fan-page książki na fecebook: 
https://www.facebook.com/pages/Ca%C5%82kiem-dobra-ksi%C4%85%C5%BCka-o-mi%C5%82o%C5%9Bci/742187249125336?ref=hl&sk=timeline

Konkurs trwa do 17 lipca(czwartek) włącznie! 

Zachęcam do kreatywności oraz przekazywania dalej tej informacji :) Niechaj wieść się niesie! :)

Ze słonecznymi pozdrowieniami, 
Ania :)

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Spotkanie w Rzeszowie :)

Kochani! :)

Zapraszam Was bardzo serdecznie na moje spotkanie autorskie, które odbędzie się 28 czerwca w sobotę o godzinie 16:00 w księgarni Matras w galerii Nowy Świat :)

Poniżej załączam zdjęcie plakatu spotkania, trochę niewyraźne, ale mam nadzieję, że najważniejsze informacje są dobrze widoczne :)




PS: Chciałam się jeszcze z Wami podzielić swoją wielką radością - po raz pierwszy zostałam ciocią :D Wojtuś jest ślicznym, zdrowym chłopczykiem, który przyszedł na świat prawie tydzień temu :)

wtorek, 6 maja 2014

Po przebudzeniu...

Witajcie,

wiosna rozkwitła za oknem, a moje serce zamarzło. Wiecie, odkąd po raz pierwszy wzięłam do ręki długopis i napisałam na żółtej, samoprzylepnej kartce swój pierwszy, niedoskonały tekst poczułam wielką radość. Zrozumiałam, że to jest to COŚ, czego każdy z nas poszukuje w swoim własnym życiu. Pisanie sprawiało mi niesamowitą przyjemność. A nawet więcej... Nie potrafię opisać tej emocji. Było to trzynaście lat temu. Nigdy nie ośmieliłam się powiedzieć o swoich tekstach "wiersze". Czułam, że to słowo jest zbyt wielkie... Zbyt święte. Wiersze to pisywali tacy wspaniali poeci jak Tuwim, Norwid, czy Baczyński. Ja pisałam "bazgrołaki" :) Przez okres gimnazjum i liceum tworzyłam, nawet nie "do szuflady", ale "dla szuflady". Kiedy były organizowane szkolne konkursy poetyckie, nie potrafiłam przełamać się i wyciągnąć na światło dzienne swoich tekstów. Ten świta należał tylko do mnie. Dosłownie. Bo nie wiedział o nim nikt. Nie żałowałam tego. Było mi z tym dobrze. Nie czułam się jeszcze gotowa na to, żeby komukolwiek pokazać to, co stworzyłam. 

Wreszcie nadszedł taki moment. Pierwszą osobą, której pozwoliłam wejść do mojego wewnętrznego świata był mój chłopak, a obecnie mąż. Spodziewałam się najgorszego. Wyśmiania lub odrzucenia. Jednak, ku mojemu zaskoczeniu, spodobały się mu moje teksty. Następnie pozwoliłam przeczytać swoje "bazgrołaki" swojej siostrze oraz paru przyjaciołom. Oni też wyrazili swoją aprobatę. Byłam zdumiona. Postanowiłam, że wyślę parę wierszy na kilka konkursów. Z kilku zrobiło się kilkanaście, a może kilkadziesiąt. Nigdy nie wygrałam. Nigdy nawet nie zajęłam drugiego lub trzeciego miejsca. Nigdy nie otrzymałam wyróżnienia. Wiecie, nawet wtedy nie poddałam się. Pisałam dalej. Przyszła wtedy kolej na bajki. I nagle ta wygrana w konkursie. Szok, niedowierzanie, łzy szczęścia... Potem ten audiobook - akurat wtedy, gdy od prawie roku nie napisałam ani słowa. Przegrałam tyle razy. Tyle razy upadłam. Nie zliczę dziś już tych upadków. I wygrałam raz. A potem drugi, gdy w styczniu tego roku wydałam "Całkiem dobrą książkę o miłości". Wtedy czułam się jak rodzic, który po raz pierwszy posyła swoją pociechę do szkoły. Byłam dumna i bardzo szczęśliwa. 

Kolejnym etapem było napisanie dreszczowca. Po zakończeniu pierwszego tomu, zabrałam się za pisanie drugiego (bo przypominam, że w planach jest trylogia) i wtedy po raz kolejny to się stało. Przestałam wierzyć w to, co robię. Znienawidziłam się za to... Bo, dlaczego nie mogę odczuwać takiego spełnienia, takiej satysfakcji, takiej czystej niczym nie zmąconej radości, wykonując jakąkolwiek inną pracę? Po raz kolejny odrzuciłam od siebie pisanie i postanowiłam żyć bez tej jedynej przyjemności w moim życiu, która nadaje mojemu istnieniu światło. Zapragnęłam być inna, posiadać zupełnie inny dar, wszystko jedno jaki, byle nie ten. Ten, który wymaga poświęcenia, wstawania o świcie, nieustannej pracy, za którą nie dostajesz nic. A przynajmniej nic materialnego, co w dzisiejszym świecie jest niestety wyznacznikiem posiadanego bogactwa. I wówczas znowu przywołał mnie do siebie ten dar, o który nie prosiłam. Bo z pisaniem jest taki problem, że jest uzależniające jak narkotyk... Jak już raz zaczniesz, skosztujesz niebiańskiej rozkoszy czule muskającej twego ducha, zawsze będziesz wracał. Ta satysfakcja z tego, że coś się udało. Pomimo trudu, łez i zwątpienia. Pomimo tylu wyrzeczeń powstało zdanie, następnie strona, rozdział i wreszcie książka. To, że to, co stworzyłeś jest tylko i wyłącznie twoje... Nigdy nie czuję się szczęśliwsza, niż wtedy gdy widzę efekt mojej pracy. I szlag by to! Niechby czytało mnie tylko parę osób... Albo, niechby nie czytał mnie nikt! Bo przecież tak było dziesięć lat temu, gdy pisywałam "dla szuflady". I powiem, wtedy także byłam szczęśliwa. To nic. Nie mogę przestać pisać. Wiecie, ja nie wiem czy jestem pisarką (notabene, nie lubię tego słowa, jest takie twarde i nieprzystępne, wolę słowo "autorka"), wiem tylko, że gdy siadam przy klawiaturze serce bije mi szybciej, a krew zaczyna wrzeć w żyłach. Bo to jest moment, na który czekam cały dzień, a może inaczej: całą noc, bo przecież zaczynam pisać zaraz po przebudzeniu. I po raz kolejny przypomniał mi się fragment filmu "Zakonnica w przebraniu 2":

https://www.youtube.com/watch?v=t5CyuMDuEQY

I słowa, które wypowiada siostra Mary Clarence: "Jeśli po przebudzeniu nie myślisz o niczym innym, tylko o pisaniu, to jesteś pisarzem."

Jestem, więc piszę.

czwartek, 13 marca 2014

Dreszczowiec zakończony! :)

Moi drodzy!

Właśnie przed chwilą zakończyłam pisać swoją czwartą powieść. Jest to dreszczowiec, na pograniczu dwóch gatunków - kryminału i horroru (a może nawet trzech? ;)), o którym już Wam wspominałam :)

Jestem dumna i szczęśliwa! Bardzo przyjemnie pisało mi się tę powieść. Muszę przyznać, że dopiero dzięki niej odkryłam, że być może potrafię więcej, niż od zawsze zakładałam. I tak się cieszę, że nie jest to romans, bo moje wszystkie trzy poprzednie książki to właśnie romanse i ciągle, odkąd tylko zaczęłam uczyć się pisarskiego rzemiosła, drzemało we mnie takie pragnienie, aby wyrwać się z tych miłosnych okowów... Niestety, ciągle ponosiłam na tym polu klęskę. Jednak, w końcu się udało (mam przynajmniej taką nadzieję) :)

Jeszcze tylko wprowadzę niezbędne poprawki, napiszę streszczenie i będę wysyłać mój dreszczowiec w świat ;)

Ps: Podzielę się z Wami ciekawostką na temat tej nowo-ukończonej książki: to będzie trylogia :) Już zagryzam pióro, gotowe do naskrobania drugiej części!
Poniżej zamieszczam zdjęcie, które może być dla Was wskazówką, co do treści książki:

Ps1: Dodatkowo, powiem Wam, że w 2014 r. założyłam, że napiszę pięć albo sześć książek. Tak bardzo się cieszę, że mogę z tej listy wykreślić już jedną :)

Ps 2: Inspirację zawdzięczam mojemu mężowi :) Łukaszko jest super <3

Pozdrawiam Was w ten słoneczny, piękny dzień :)

środa, 12 marca 2014

Spotkanie autorskie

Kochani!

Bardzo serdecznie zapraszam Was na moje pierwsze spotkanie autorskie, połączone z promocją "Całkiem dobrej książki o miłości".
Spotkanie odbędzie się 28 marca o godzinie 18:00, w Czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej w Nisku, przy ul. Kościuszki 1a.

Zapraszam!

http://www.mbp.nisko.pl/index.php/component/content/article/9-aktualnosci/120-spotkanie-z-anna-kucharska

Piękny dzień :)

Dzisiaj rano przywitało mnie piękne słoneczko, zaglądając zuchwale przez moje okno :) Pięknie jest! Człowiek to takie dziwne stworzenie, zupełnie jak roślinka, potrzebuje promieni słońca, żeby żyć pełnią życia. Uchyliłam balkon, świeże powietrze zamieszkało w czterech ścianach i jakoś tak rześko jest, inaczej. Teraz, to można pisać! :D

A u Was, jaka jest pogoda? :)

Pozdrówki, Ania :)

czwartek, 13 lutego 2014

Pierwszy wywiad w życiu :)

Witajcie! :)

W tamtym tygodniu dostałam zaproszenie do redakcji gazety "Sztafeta". Był to mój pierwszy wywiad w życiu :) Muszę Wam powiedzieć, że bardzo się denerwowałam tą nową sytuacją, ale Pani Agnieszka Kopacz (bardzo miła redaktorka) poprowadziła ze mną rozmowę w taki sposób, że po kilku zdaniach poczułam się jak podczas ploteczek z koleżankami :)

W dzisiejszym numerze ukazał się wywiad, dlatego kiedy tylko zakupiłam gazetę, porobiłam kilka zdjęć i postanowiłam podzielić się z Wami "moim pierwszym razem" ;)

Endżoj!




czwartek, 30 stycznia 2014

Nie dla mnie chorobowe! :)

Kochani,

od kilku dni jestem przeziębiona. Kicham tak głośno, że wcale nie zdziwiłabym się, gdyby po 22 do moich drzwi zapukali panowie w granatowych mundurkach oskarżając mnie o zakłócanie ciszy nocnej...

Ale! Nie dla mnie chorobowe, kiedy w głowie kłębi się od pomysłów. Dlatego mój dreszczowiec nabiera rumieńców :) Mam nadzieję, że trochę innych niż te, które wykwitły na moich policzkach z powodu podwyższonej temperatury ;)

Jestem strasznie szczęśliwa pisząc tę nową powieść. Całkowicie różni się od wszystkich książek, jakie do tej pory udało mu się spłodzić. Dodatkowo, jest pisana w zupełnie innym stylu, niż pozostałe. To jest właśnie niesamowite w tej pasji - że można się uczyć i rozwijać, a z każdym napisanym zdaniem jest się bliżej wyznaczonego przez siebie celu. Moim celem jest podzielić się z Wami książką, po którą sama chętnie bym sięgnęła będąc w księgarni lub bibliotece. Dlatego proszę, żebyście trzymali za mnie mocno kciuki! :)

Pozdrawiam Was miło, zza stosu zużytych chusteczek higienicznych ;)

poniedziałek, 27 stycznia 2014

I polał się... szampan :)

Kochani!

Dzisiaj w końcu przyszły do mnie egzemplarze autorskie "Całkiem dobrej książki o miłości" :) Z tej przyczyny w mieszkaniu Państwa Kucharskich polał się szampan! Świętujemy! Jesteśmy ogromnie szczęśliwi, a poniżej dzielimy się pamiątką z dzisiejszego święta:























Z nietrzeźwymi pozdrowieniami - Ania i Łukaszko! :)

czwartek, 23 stycznia 2014

Witam serdecznie!

Nazywam się Anna Kucharska i od bardzo niedawna doznałam tego zaszczytu, aby mówić o sobie "autorka". Pochodzę z Rzeszowa, a obecnie mieszkam w Nisku (również na Podkarpaciu).
Kocham książki, a kiedy nikt nie patrzy wącham ich kartki... No, co? Ej, książkowe mole, nie wmówicie mi, że też tego nie robicie...! :) W czerwcu 2013 r. wyszłam za mąż i jestem najszczęśliwszą mężatką pod słońcem.

Lubię:
- psy, choć nie posiadam ani jednej sztuki, przez co bardzo ubolewam
- chodzenie po księgarniach, bibliotekach i antykwariatach
- moment, kiedy po raz pierwszy biorę do ręki nowo zakupioną książkę
- tańczyć, kiedy nikt nie patrzy, bo nie potrafię tańczyć tak, żeby zmusić kogoś do tego, żeby jeszcze to oglądał...
- śpiewać, ale tylko pod nosem (patrz punkt wyżej...)
- "Harrego Pottera" - tak, przyznaję się, jestem potteromaniaczką, ale tak mi z tym dobrze :)
- czytać i pisać (ewentualnie w odwrotnej kolejności)
- oglądać filmy
- gotować, chociaż nie zawsze mi to wychodzi (staram się...)
- Bieszczady - są wspaniałe o każdej porze roku
- gładzić kartki papieru
- Rzeszów i całe Podkarpacie - tu jest pięknie! Przyjedźcie, a sami się przekonacie

W 2011 r. zostałam jedną z laureatek konkursu "Blogowe dbajki", współorganizowanego przez portal internetowy Onet.pl i wydawnictwo dbajki.pl Wówczas bajka, którą napisałam "Pomarańczowa choinka", została opublikowana w książce.





















Wtedy skakałam ze szczęścia, jak szalona, ponieważ spełniło się jedno z moich największych marzeń. Godzinami oglądałam i czytałam książeczkę, nie mogąc uwierzyć w to, że moja bajka faktycznie tam jest :)

Później postanowiłam spróbować swoich sił w beletrystyce. Niestety, nie szło mi tak dobrze, jak to zaplanowałam. Wtedy dopadła mnie stagnacja i zrezygnowanie. Odrzuciłam projekt, nad którym pracowałam. Postanowiłam żyć tak, jakbym nigdy w życiu niczego nie napisała, mimo że moje szuflady od lat pękały od poupychanych byle jak karteluszek zapisanych wierszami i innymi tekstami. Przez kilka miesięcy nie napisałam ani słowa. Nie spodziewałam się więc tego, co miało już niedługo się wydarzyć.

Wszystko zmieniło się, gdy otrzymałam maila o następującej treści:

Szanowna Pani Anno!
 
W ostatnich dniach wydaliśmy trzy płyty.
Jedna jest rozdawana bezpłatnie na porankach w Multikinach w całej Polsce w ramach promocji.
Dwie kolejne to pakiet, który składa się z płyty cd z audiobookami oraz z płyty dvd - multimedialnego audiobooka z atrakcjami i informacjami o dbajkach. Wspiera on akcję „Pomagamy Mikołajowi” i jest dostępny w Empikach.
Na wszystkich płytach zamieściliśmy napisaną przez Panią bajkę „Pomarańczowa Choinka”. 

(...)

 
Muszę też przyznać, że „Pomarańczowa Choinka” jest moją ulubiona blogową dbajką. Jest dla mnie tak piękna i wzruszająca, że kiedyś popłakałam się nad nią jadąc do pracy tramwajem… J

Odebrało mi mowę. Rozpłakałam się, a kiedy przyszły do mnie płyty, moje szczęście nie miało granic... 
   


 













Nawet się nie obejrzałam, kiedy w parę dni ukończyłam pisać moją pierwszą powieść. Tutaj, muszę zaznaczyć, że strasznie się spieszyłam z zakończeniem, ponieważ miałam już w głowie pomysł na kolejną książkę. Notabene, przyszedł mi do głowy, gdy odwiedzałam właśnie toaletę w urzędzie, w którym wówczas odbywałam staż... Nie wiem, jak Wy, ale do mnie najlepsze pomysły przychodzą, gdy jestem akurat w łazience... Rzecz jasna, nie ma się czym chwalić... Jednak jest to szczera prawda :D
Tak się niefortunnie wydarzyło, że kiedy ukończyłam pierwszą książkę, i już miałam się zabierać za pisanie następnej, rozchorowałam się. Musiałam, mimo wszystko, zacząć pisać tę kolejną książkę, bo w mojej głowie już zrodziła się cała fabuła. Tak, więc z termometrem pod pachą i zasmarkanym nosem, zaczęłam pisać... Nie wiem, jak to się stało, ale napisałam tę powieść w sześć dni.
Wysłałam obie książki do paru wydawnictw.  Przez pewien czas nikt się nie odzywał, aż wreszcie po trzech miesiącach otrzymałam propozycję współpracy z wydawnictwem "Novae Res".
Niedawno została wydana moja pierwsza powieść, pt. "Całkiem dobra książka o miłości" (to ta, którą napisałam będąc na speedzie po Gripexie i witaminie C).





















Chciałabym Was bardzo serdecznie zaprosić do lektury mojej pierwszej książki, a sądzę, że jest to naprawdę całkiem dobra książka... ;)

A teraz zmykam pisać moją kolejną powieść. Tym razem będzie to dreszczowiec. Coś na pograniczu kryminału i horroru... Muszę Wam powiedzieć, że książka, nad którą obecnie pracuję, przynosi mi co najmniej tyle samo radości, co ta widoczna powyżej :)

Ahoj!